Okazuje się, że nasz najjaśniejszy premier Donald Franciszek I wyraźnie nie ma szczęścia do kobiet.
Niekoniecznie do tych najbliższych, bo żona jest całkiem w PO-rządku, choć coraz rzadziej pojawiają się razem na (PO)litycznych salonach. Premier publicznie lubi się chwalić córką Kasią, która zręcznie surfuje po internecie, a nawet prowadzi swój własny blog na temat, co akurat udało jej się wyszperać w ciucholandowych Pewexach. Ciekawe, czy w chwili, gdy ACTA nie zostaną odłożone ad acta, tatuś osobiście nie zaszkodzi swojej córce, fance Internetu. Zresztą ona sama (podobnie jak jej mama) , mimo iż jest przeciwko paktowi antyinternetowemu była przez internautów brutalnie atakowana. Nie za nią samą, a za tatuńcia. Popularne na wiecach protestacyjnych i w internecie były hasła: "Kasi Tusk nie boli PIPA, SOPA ani ACTA", "Powiedz tacie, że z nami nie wygra - STOP ACTA!"
KOBIETY NAJLEPSZYMI mężami stanu
Historia dziejów współczesnego świata wykazała, że kobiety mogą być wielkimi mężami (a może powinno być żonami?) stanu, jak choćby obecna kanclerz Niemiec Andżelika Merkel, czy była premier Anglii Małgorzata Thatcher - aktualnie ciężko chora, o której wchodzi na ekrany amerykańskich kin biograficzny film oraz sekretarz stanu USA Hillary Clinton, czy nieżyjące już premier Pakistanu Benazir Bhutto i premier Indii Indira Gandhii, inne. Na ich tle zdecydowanie gorzej wypadają na PO-lskiej scenie (PO)litycznej nasze panie. A szkoda, bo uważam, że kobiety są lepszymi politykami, bardziej czułymi na sprawy społeczne, niechętnie dążącymi do wojen, często łagodzącymi nie tyko domowe, ale i światowe konflikty. Zdaniem znanego wśród Polonii bohatera, słynnego AK-owca, oficera "Cichociemnych", św. pamięci płk. Bruno Marka Nadolczaka, ale i wielu innych zacnych dżentelmenów, są lepszą połową ludzkiej populacji, lepiej zorganizowane, umiejące chronić wartości rodzinne, mądrzejsze i bardziej pracowite. Wiem, że narażam się męskim szowinistom, ale fakty nie podlegają dyskusji.
NAJGORSZE W POPEERELU
Zaczęło się od Julii Pitery, Pełnomocnik ds. Opracowania Programu Zapobiegania Nieprawidłowościom w Instytucjach Publicznych , która ongiś ostro galopowała i siała postrach wykrywaniem afer w sejmowych kuluarach, a później jakby przycichła, a na koniec okazało się, że była krową, która dużo ryczy, a więc mleka daje mało. Miała afery wykrywać, a nieudolnie (czy sprytnie?) sama się w nie wplątała.
Ewa Kopacz była znakomitym lekarzem domowym rodziny państwa Tusk, ale za to najgorszym w historii popeerl ministrem zdrowia, więc w zamian za to należał się jej tytuł marszałka Sejmu. Konsekwencje jej operatywności premier zbiera do dziś, bo jeszcze długo nie ucichną echa i feralne skutki afery związanej z lekami refundowanymi. Obliczu prime ministra Donalda Tuska szkodzi bardzo. To jest cena jaką płaci premier za obsadzanie stanowisk "swoimi".
BEZ ORŁA NA DYPLOMACH
Choć jest elegancka, piękna i zmysłowa pani minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Barbara Kudrycka, to niewiele zwojuje w swoim resorcie. Bowiem Centrum Nauki Kopernik w Warszawie, którym się jako sukcesem publicznie chwali, to pomysł ówczesnego burmistrza Warszawy ś.p. Lecha Kaczyńskiego i to było jego oczko w głowie, którego finalizacji sam dopilnował, choć inauguracji nie doczekał...Centrum zostało otwarte 5 listopada 2010 r., czyli siedem miesięcy po katastrofie katyńskiej (słowa tego używam celowo). Narazie pani Barbara zasłynęła z tego, iż oświadczyła, że na dyplomach absolwentów uniwersytetów, czy szkół wyższych, nie będzie emblematu orła białego, czyli naszego godła narodowego. Zobaczymy jak na koniec roku akademickiego zareagują żacy odbierający dyplomy. Żeby nie było tak, jak z orzełkami na koszulkach piłkarzy- jak to się mówi w genetyce- zstępnych Orłów Górskiego?
Z kolei minister (co w łacińskiej starożytności znaczyło "sługa") Edukacji Narodowej Krystyna Maria Szumilas z pewnością nie rozwiąże problemów przedszkoli, finansowania żłobków i ostatnio modnego tematu sześciolatków. Najwięcej o układach, machinacjach, finansowaniu komunistycznej organizacji i pisma "Krytyka Polityczna", afer związanych z marszem Niezależnej Kolorowej, etcetera, można napisać książkę. Dlatego na temat działalności "patriotycznej" pani prezydent Warszawy, Hanny Gronkiewicz-Waltz napiszę najmniej. Może książkę. Bowiem na tych łamach się nie zmieści.
MUCHA NIE SIADA... (zobacz na UTube)
No i dochodzimy do naszej gwiazdy, pięknej, wysportowanej, znającej języki obce, PO-siadaczki niebieskiego pasa w judo- Joanny Muchy. Już samo PO-wołanie jej na ministra sportu wywołało w kręgach nie tylko PO-litycznych, ale i towarzyskich, wielką burzę. Wiadomo było, że na organizacji s(PO)rtu, a tym bardziej EURO 2012, się nie zna i na pewno się poślizgnie na...stadionie. Niedługo trzeba było czekać. Oddanie stadionu narodowego w Warszawie zostało opóźnione o osiem miesięcy, a odpowiedzialny za to Rafał Kaper zarobił na jego budowie milion zł., a miał jeszcze otrzymać 530 tys. zł. premii za oddanie obiektu w terminie. Gdy sprawa wyszła na wierzch, pani Mucha broniła jak lew Wielkiego Budowniczego, była przeciwna odebrania mu premii. Na szczęście teraz nad tym się głowią komisje sportu, więc nie wiadomo jak to się skończy. A skończyć się PO-winno zdymisjonowaniem pięknej Muchy, bo inaczej wyłoży się na EURO 2012, a będzie to wstyd i sromota dla całego narodu PO-lskiego i nie tylko.
Pani Mucha nie wiedzieć czemu zorganizowała happening pod stadionem biegając jak koń na lonży w maneżu w kółko Macieja. Pokazała tym swoje wys(PO)rtowanie, ale i totalną ignorancję. Zasłaniała się faktem, że umowa z PO-dwykonawcą tak, a nie inaczej była PO-dpisana. (PO)lska jest, mimo wszystko, krajem cywilizowanym, a znaczy to, że umowy o dzieło są redagowane na POdobnych zasadach jak w wielu innych krajach świata. Czyli premia należy się za pracę wykonaną w terminie, a nie opóźnioną i to z szeregiem niedoróbek zagrażających życiu tysięcy ludzi. Jeżeli ktoś nie dotrzymał warunków umowy, premii dostać nie powinien. O tym chyba wie nawet średnio rozgarnięte dziecko, a nawet dinozaur rockman Zbigniew Hołdys, ale tego drugiego przypadku nie jestem do końca pewna.
Trzeba przyznać, że nie można nie lubić minister fryzjernictwa J. Muchy. Ona potrafiła mnie nieźle rozśmieszyć, a ja lubię politykę odbierać na wesoło. To jedyna osoba, która potrafi rozbawić PO-laków w tamtejsze siarczyste mrozy. Ostatnio dopytywała, kto właściwie wyznaczył Wisłę Kraków i Legię Warszawa do meczu o Superpuchar. Widać, że żaden przyboczny fryzjer nie miał PO-jęcia, o co w tym wszystkim chodzi, i nie POdpowiedział. Teraz widać, że należy przeprosić wszystkie blondynki, o których opowiadano kawały. Trzeba je oPOwiadać o muchach.
Krystyna Godowska
Nowy Jork